niedziela, 15 października 2017

Solidarność i pomoc.

Wielu z nas zna rozmiary kataklizmów , które niesie przyroda. Nie mamy wpływu na trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie , susze i huragany.
Często jest tak, że na skutek sił tych żywiołów cierpią ludzie i ich rodziny. Ale dopóki jest to daleko od nas albo nie dotyczy bezpośrednio nas i naszych bliskich, to współczujemy i na tym kończy się nasza reakcja.
W sierpniu nawałnica przewróciła do góry nogami ,świat wielu rodzinom. Między innymi rodzinie na Kaszubach.
Wielu ludzi współczuło tej rodzinie i wielu ludzi pospieszyło z pomocą.
Jednym z nich jest Jurek Dramowicz. Pozwoliłam sobie podać to nazwisko, bo sądzę, że jest to powód do dumy, że znam go . Jurek skrzyknął grupę dawnych  uczniów ze szkoły Podstawowej Nr 7 w Olsztynie i zorganizował spontaniczną zbiórkę pieniędzy na pomoc w remoncie budynku mieszkalnego pokrzywdzonej przez żywioł rodziny.
Nie jest to pean na jego cześć, lecz wyraz szacunku dla jego reakcji na tragedię ludzką. Bo sytuacja w której znalazła się rodzina jest dla niej tragedią.
I co jest najpiękniejsze w tej całej historii? Najpiękniejsza jest reakcja osób znających Jurka.
Solidarność w niesieniu pomocy. Jurek zorganizował pomoc i poprowadził do celu. My mniej lub bardziej skromnymi datkami wspomogliśmy organizatora i staliśmy się zbiorowymi darczyńcami.
Mnie osobiście cieszy fakt, że mogłam  ( w bardzo minimalnym stopniu) wspomóc potrzebującą rodzinę.
I nie ważne w danej chwili były przekonania i sympatie polityczne czy religijne.
Ważną była solidarna pomoc.

niedziela, 3 września 2017

Nadchodzi jesień i czas melancholii i wspomnień.

I już po wakacjach.
Przerobiłam trzy turnusy półkolonii. Lubię te turnusy. Więcej w tym czasie przebywam z wnuczkami. Obserwuję zmiany jakie w nich zachodzą. Nie tylko zewnętrzne. Te małe dziewczynki mają swoje problemy i radości. swoje plany i marzenia. czasem dopuszczają babcię do tych marzeń .
Wrzesień dziwnie mnie nastraja. Mam wrażenie, że jest to czas na nowe pomysły i ich realizację. Może wiąże się to z nowym rokiem szkolnym, nowymi obowiązkami i rozkładem zajęć.
Uwielbiam wrześniowe powietrze. Ale nie te deszczowe. Uwielbiam rześkie poranki w blasku słońca.
W końcu mam czas na działkę. Może w tym tygodniu  mąż już skończy robotę i będziemy jeździć samochodzikiem na działkę. Tęsknię za nią i za robotą na niej. Tak się złożyło, że w tym roku mniej na niej bywaliśmy. A to pogoda nie ciekawa, a to obowiązki, a to mąż robił remont w synusiowym mieszkaniu w Toruniu, a to miał inną zarobkową robotę. Synuś i synusiowa są przeszczęśliwi.
Z nowych wiadomości...czekamy na wnuczkę. Synuś zrobił sobie prezent na 35 urodziny. Anielka ma urodzić się 8 września , a synuś 9 września ma urodziny.
I czekamy przebierając nóżkami.

niedziela, 7 maja 2017

Szybka , ciepła i smaczna kolacja.

Czy zauważyliście, że jak jest zimno na dworze, to bardziej służy nam apetyt?
A tym bardziej gdy coś robicie w kuchni.
Dzisiaj wykorzystałam foremki silikonowe


 i zrobiłam w nich zapiekanki z ciasta francuskiego.

Ciasto pokroiłam na 6 części.
Każdą część włożyłam do foremki.
Posmarowałam przecierem pomidorowym.
Położyłam plaster szynki.
Na nim położyłam swój sos  słodko-kwaśny z warzywami.

A na nim plaster sera.



I zapiekłam kilka minut w temperaturze 180 stopni.



Były pyszne!!!


Syrop z mniszka.

I nastała wiosna. W trawie w każdym miejscu zakwitł mniszek. W tym roku pierwszy raz chcę zrobić syrop z mniszka. W kalendarzu znalazłam  bardzo prosty przepis. Mąż zebrał kwiatki a ja zabawiam się w zielarkę.
Około 1 kg kwiatu z mniszka ( zebranego w słoneczny dzień przed południem , 1 kg cukru i sok z 2 cytryn.
Kwiat z mniszka należy wypłukać z owadów i małych ślimaczków. Ja to zrobiłam sześciokrotnie, bo ciągle coś tam pływało.
Zalać 1 litrem wody , gotować 15 minut i odstawić w chłodne miejsce na 24 godziny.
Przecedzić przez durszlak a potem sitko. Dodać 1 kg cukru i sok z 2 cytryn. Dokładnie wymieszać i gotować około 2 godzin na małym ogniu.
Przelać do małych słoiczków i pasteryzować.


Myślę , że wystarczy na jesienne i zimowe przeziębienia.

Galaretka ze świdośliwy i czarnych jagód.

Niedługo zacznie się nowy sezon na robienie zapasów i przetworów na zimę. Więc trzeba przejrzeć szuflady w zamrażarce i wykorzystać pozostałości z poprzedniego sezonu.
I tak 4 woreczki świdośliwy i 3 jagód zostały przerobione na galaretkę.
Gotowałam dość długo z 0,5 kg cukru i 3 łyżkami soku z cytryny.
Potem przetarłam wałkiem przez sito. Napełniłam słoiczki i pasteryzowałam 15 minut.
po ostudzeniu wstawię do lodówki aby stężała. Będzie pyszna do tostów.


niedziela, 30 kwietnia 2017

Kocham tę robotę!!!

Dzisiaj w końcu mogliśmy pojechać na działkę. Jest przerwa w deszczowej i chłodnej pogodzie.
A właściwie chłodno było. Tylko zamiast deszczu były chmury , które wiatr rozpędzał i świeciło słońce. I wtedy było dość ciepło.
Działeczka w tym roku wygląda tak jakoś smutno. Niby hiacynty kwitły, niby kwitły i kwitną tulipany i żonkile. Ale jakoś tak mizernie. Ten chłód też na nich się odbija.
Ale nie dajemy się i porządkujemy działkę. Ja dzisiaj oczyściłam koszmarną ścieżkę, która jest w miejscu dziczy po poprzedniej właścicielce. Trudno jest mi ją wyczyścić, bo wyrastają różne trawy i mech. Ale dałam radeńkę. Mąż przygotował "drewnianą " i kamienną rabatkę. Wyczyścił z zielska i dosypał ziemi. W kamiennej posadziłam 6 bulw dalii. A jutro w drewnianej posieję astry i aksamitki. Jutro też dosadzę lilie na innej rabatce. A mąż skopie warzywnik. Będę mogła robić grządki i wysiewać stopniowo warzywka.
A pojutrze koszenie i pielenie innych rabatek i truskawek. Póki zielsko jest jeszcze niewielkie.
Zmarniała mi lawenda. Ale nie będę jej dokupywać i sadzić, bo jesienią rozbieramy domek. W następną wiosnę posadzę lawendę przy nowym domku.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Czekam i czekam na tę ciepłą wiosnę...

No, w tym roku pogoda drwi z nas. Wiosna niby przyszła, niby już jest zielono, niby kwitną kwiaty.
A jest tak bardzo zimno. Już zaczynam podejrzewać u siebie nadwrażliwość temperaturową. Ale i mój mąż tak ma. Czy tylko my tak odczuwamy chłód tegoroczny?
W roku gdy kupiłam działkę w kwietniu mieliśmy już wszystko posiane, skoszone i sami byliśmy opaleni.
A w tym roku o rozebraniu się na działce nawet nie chce nam się myśleć. Trawa nie skoszona, grządki nie porobione i nie obsiane. Cebulki i kłącza czekają w torbie.
A my chodzimy po mieszkaniu z kąta w kąt i marudzimy,
Od czasu do czasu ( trzy razy w tym roku) jedziemy na działkę na rekonesans.
Oglądam skrzywione tulipany, pochylone hiacynty, bojące się puścić listki róże.
Jeśli jutro nie będzie padało, wybieram się na działkę autobusem. Bo rano samochodem trudno się przebić a i później jest nie lepiej. A przecież nie będę jechać na działkę rano gdy temperatura ledwie sięga 8 stopni i wieje mroźny wiatr.
Ale już nie wytrzymuję i przebieram nóżkami. Tak mi tęskno do pielenia, siania i sadzenia.
A wiosna tak szybko mija!!!